Tak jak mówiłam, zaczynam wprowadzać zmiany. Sprawiło to, że wczoraj był dla mnie jeden z lepszych dni w ostatnim okresie. Dla jednych zwyczajny, dla mnie wyjątkowy. Byłam szczęśliwa i uśmiechnięta cały dzień. Brakowało mi tego. Lubię być tak pozytywna.
Pita. Jadłyście kiedyś? Ja "dawno temu" jadałam je z toną sosu, tłustym mięsem, serem żółtym, a do tego jeszcze frytki na głębokim oleju. Taka prawda. Teraz się takich rzeczy nawet nie tykam, więc postanowiłam zrobić dziś słodką wersję śniadaniową.Przepis na tą wersje chlebka Pita pochodzi z książki Crust and Crumb Petera Reinharta. Według mnie jest doskonały, także dlatego, że ciasto nie wymaga długiej fermentacji i poświęca się mu naprawdę niewielką ilość czasu.
Czereśnie mi się kończą.... Co teraz?! :(
~Domowa żytnia pita z czereśniami i sosem czekoladowym, jabłko i mrożona bananowa kawa z mlekiem~
Przepis (3 chlebki)
-225g mąki pszennej lub żytniej -
u mnie 150g żytniej i 75g pszennej
-1/2 łyżeczki soli
-łyżeczka suszonych drożdży
-łyżka oliwy z oliwek
-1 i 1/4
szklanki (310ml) chłodnej wody (17-21 stopni)
Sos:
-100ml mleka (NIE CHUDE! najlepiej 2%)
-żółtko
-łyżeczka kakao
-2 kostki gorzkiej czekolady
Pita:
Łączymy składniki w kulę, po czym
przekładamy na obsypany mąką blat i zagniatamy przez 12 do 15
minut. Ciasto powinno być miękkie i elastyczne, podobne strukturą
do ciasta na bagietkę . Szczelnie przykrywamy (np. folią spożywczą)
i odstawiamy do wyrośnięcia na 90 minut, aż ciasto podwoi swoją
objętość. Piekarnik rozgrzewamy do 245 stopni. Dzielimy ciasto na
3 równe części. Delikatnie formujemy kulkę z każdej porcji
ciasta i lekko ją spłaszczamy. Przykrywamy folią spożywczą i
zostawiamy na 20 minut. Po tym czasie rozwałkowujemy każdy kawałek,
tak aby powstały kółka o grubości około 6 mm. Zostawiamy tym
razem bez przykrycia na kolejne 10 minut. Zmniejszamy temperaturę
piekarnika do 230 stopni i pieczemy pity przez około 3 minuty lub do
momentu gdy powstanie nadmuchana kieszonka. Nie należy czekać aż
chlebki zbrązowieją lub ściemnieją, ponieważ staną się wtedy
zbyt chrupiące.
Sos
Sos:
Mleko zagrzewamy by było lekko gorące, ale nie wrzące. Żółtko roztrzepujemy w kubeczku. Mleko lekko ostudzimy, by nie ścięło żółtka. Dodajemy po 1 łyżeczce mleka do żółtka, ciągle mieszając trzepaczką. Po kilku łyżeczkach, gdy masa będzie dość rzadka, wlewamy małą strużką część mleka. Dokładnie mieszamy. Masę mleczno-jajeczną przelewamy do garnka z resztą mleka. Stawiamy na mały gaz. Ciągle mieszając (łopatką po dnie, ruchami przód-tył) podgrzewamy, uważając by masa się nie zagotowała. Mieszamy do zgęstnienia, trwa to średnio mniej niż 2 minuty. Kontrolujemy gaz, ewentualnie zmniejszamy lub zwiększamy. Krem jest gotowy, gdy nie spływa z łopatki i nie rozlewa się na niej, gdy zbierzemy palcem trochę kremu. Ostudzić lekko, przelać do miseczki. Gdy sos jest jeszcze bardzo ciepły dodajemy czekoladę żeby się rozpuściła, a następnie kakao. Schładzamy.
30 czerwca zostanie zlikwidowany Google Reader, a co za tym idzie możliwość obserwowania blogów. Dlatego zapraszam do obserwowania mojego bloga na bloglovin.

Wystarczy założyć tam konto, a wszystkie obserwowane przez nas blogi zostaną automatycznie przeniesione tam.